piątek, 21 listopada 2008

Paniq, a.k.a. Leonard Ritter



nie za specjalnie lubię niemców. jakiś niesmak historyczny.

ale szacunek i pokorę wykazuję, kiedy mam do czynienia z prawdziwym talentem. szkoda, że to nie blog komiksowy - bo bym rzucił pięknymi przykładami niemieckich opowieści rysunkowych. ale mniejsza o to. my o muzyce tu. a pojawił się niemiec, który rozłożył mnie na drobne kawałeczki i teraz się zbieram tak od paru dni i nie mogę.
Leonard Ritter znany jako Paniq. człowiek wszechstronny: grafik, pisarz, koder dem (szczelam, że atari...) no i muzyk - kompozytor.
na pierwszy rzut ucha (album: story of ohm) wydaje się, że siepacz z technoparty. zaczyna się jak bania u cygana. ale z czasem dochodzi do nas cała gama genialnych zabiegów, myków, haczyków, kwiatków dźwiękowych, niebanalnych lini melodycznych i złamanego beatu z wykręcanym we wszystkie strony echem, pogłosem, fikusiem pikusiem. w tej muzyce jest coś z jakiejś diabelskiej układanki, coś z cube i ukrytych w nim tnących strun. wszystko sterylne, czasami plastykowe, momentami do bólu słychać halę techno, ale tylko po to by za sekundę dopierdolić jakimś wkrętem rodem z binarpilota albo chemical bros. lost known good configuration
album lost known good configuration to zaś elektro w najszlachetniejszej postaci. wielka rzecz. słychać lata osiemdziesiąte, jest 8bit, jest melodia. mniam mniam.

może się nie spodobać. komuś kto boi się odczekać chwilę i dać się pociąć na kawałki. niektórzy idą w zaparte i nawet nie zaczynają. niech żałują. ja tam sobie zrobiłem tydzień z niemcem.

edit. dziś rano paniq napisał do mnie. zaprosił też do znajomych na jamendo. znaczy się: nie dość, że zajebisty muzyk, to jeszcze równy chłop.
no i to się nazywa dbanie o fanów:)


czwartek, 13 listopada 2008

primitive super natural - Format A


nic nie napiszę. bo nie wypada pisać o swojej muzyce. posłuchajcie.
primitive super natural - Format A

zapraszam też na musihilation.
taki wywiadzik.

środa, 5 listopada 2008

binarpilot - robot wars video

mój bóg electro doczekał się video swojej najlepszej kompozycji. video też jest najlepsze... z możliwych.

Binärpilot - Robot Wars from Binärpilot on Vimeo.

czwartek, 16 października 2008

annimatronics - Without a goodbye



jesień pełną gębą. żeby nie zwariować trzeba słuchać wesołej muzyki. mam takie coś co nada się idealnie. już sama okładka poprawia nastrój. i niech nie zmylą Was pozory. to bardzo pokombinowana i ciekawa muzyka. do tego cieplutki kobiecy wokal. powyginane bity, trochę 8bit. melodyka powala - ja się nawet dosłuchałem momentami inspiracji ciut nie bałkańskich (beirut), trochę muzyki lat 60'tych. a wszystko w lekkim sosie elektro. doskonały album. mmmm... gdyby za każdą podobną do tej okładką czaiła się taka muza... świat byłby piękny. ściągajcie w ciemno.
http://www.jamendo.com/pl/album/32845#
http://www.myspace.com/annimatronics

aż dziw bierze, że to dzieło bezdusznych niemców (przepraszam za stereotypowość)

piątek, 29 sierpnia 2008

Ben Akusto & Osaeris

mawia się, że mała jest granica między geniuszem a szaleńcem. nie znam sie na przysłowiach. ale jest cos na rzeczy gdy się słucha Bena Akusto albo Osaeris. tutaj granica momentami się zaciera. Akusto na ten przykład lubi zabawki. takie tam lalki, misie, bączki i grzechotki. swoje zboczenie stara się ukierunkować na muzykę. momentami jest straszno, momentami śmieszno, momentami dziwno, a momentami robimy "next track". ja już wiem, że do słuchania tego albumu potrzeba dobrego dnia. wieczoru. bo choć słychać pozytywki, dzwoneczki i plastykowe pianinka, to przy odrobinie doła, można zacząć gryźć nadgarstki. trochę jak z aphexem.
smaczne są: intro, plan i party.

Osaeris zabiera nas na wieś. do krówek i świnek. hmmm. są momenty kiedy nie wiem co tak na prawdę słyszymy. zwierzęta chyba nie ucierpiały przy nagrywaniu. masakrycznie, bezlitośnie dobry jest Massed Voices of the Robot Choir of the Mid West.

sobota, 23 sierpnia 2008

WWW - Lexikon




przyjaciel, informator batr czuwa.

czwartek, 7 sierpnia 2008

grain:gnome



przycichł ostatnio Richard David James. chodzą ploty, że publikuje jako the tuss. słuchałem tego wnikliwie i w sumie to może być prawdą. ale nie musi z drugiej strony. a dla spragnionych aphexowych dźwięków mam nie lada gratkę. to taki wyrób czekoladopodobny. niby do dupy, a jednak przypomina w smaku czekoladę. producent: włoch. oni się w takich rzeczach specjalizują. maja swojego spider-mana, swoje westerny to dlaczego nie mieli by mieć spagetti aphex twina? uczeń szoruje głową podeszwy sandałów mistrza, ale jak tak sie wsłuchać... te dźwięki jakieś jakby znajome, melodie takie w klimacie. na upartego. kiedy mistrz milczy... (choć na youtubie można znaleźć całkiem świeże nagrania z występów.)
grain:gnome - zaserwował nam jeszcze jeden niepodważalny dowód swoich fascynacji muzycznych. swój portret
za to okładka lepsza od niejednego pojebstwa jakim nas raczył Richard.